|
 |
Nasza Patagonia Rafał Porębski
Kiedy zajęliśmy miejsca
w Boeingu 747 lecącym do Frankfurtu, mieliśmy za sobą koszmar przygotowywania
wyprawy. Teraz miało już być tylko przyjemnie. I było. Nocleg w luksusowym
hotelu w oczekiwaniu na samolot do Santiago, gdzie - jak się okazało Indianki
czekały na nasze niebieskie oczy i blond włosy.
Po zachłyśnięciu się
stolicą Chile, jedziemy do Punta Arenas. Zakupy, impreza integracyjna i
znów jesteśmy w drodze. Następny przystanek to Puerto Natales ostatnie
miejsce przed wjazdem do parku TORRES DEL PAINE. Optymizm i zapał
pozwolił nam donieść wory na camp Torres i ... nie zauważyć załamania pogody.
Po jednodniowym odpoczynku
ruszamy na pierwszy cel Via Georgo Gianninncini (ED/6b/A2/600m) na zachodniej
ścianie Torre Nord. Zauważamy wreszcie pogodę. Padający śnieg zmusza nas
do pozostawienia sprzętu pod ścianą i powrotu. Podczas przeczekiwania "dupówy"
integrujemy się znowu. Tym razem z tutejszym strażnikiem Claudio.
Udaje się nam starym sposobem przełamać bariery językowe i
poznajemy jeden z pierwszych hiszpańskich wyrazów Laluna (czyt. księżyc)
postanawiamy, że tak będzie się nazywać nasza nowa droga.
Następny atak na Via... 10
marca. Rewelacyjna pogoda, piękne widoki, szybkie tempo pomimo odhaczania
prawie wszystkich wyciągów (trudności VII+/VIII-, pozostały 3 miejsca A2).
Jednak wszystko co piękne szybko się kończy. Padający śnieg zmusza nas
wreszcie do kibla. Nazajutrz okazuje się, że 15 metrów przed wierzchołkiem.
Podczas zjazdu poznajemy smak patagońskiego wiatru.
Podczas nabierania
spręża myślimy o głównym celu nowej drodze. Wybór pada na lewą część
wschodniej ściany Torre Nord. Uderzamy 16 marca. Poreczujemy do wypatrzonej
półki biwakowej (ok. 250 m) w ciągłym opadzie deszczu (i śniegu). Po dojściu
do póły zmykamy w dół przed kolejnym załama-niem pogody. Wiemy, że
czasu i jedzenia mamy już tylko na jeden atak. Decydujące starcie 18 marca.
Pogodawymarzona,
lecz już wiemy, że w Patagonii utrzymuje się taka tylko przez pół dnia.
Chcemy zaporęczować następny odcinek i zjechać do półki na biwak. Młody,
który ma dzisiaj za zadanie tylko przygotować kibel, cieszy się z góry
na opalanie. Jednak nie było mu dane. Będąc na porę-czówkach dopada go
kamień i wszystkie plany biorą w łeb.
Co prawda Młody twierdzi,
że nic mu nie ma, ale nas nie przekonuje. Ciągle lejąca się krew i oko
znajdujące się gdzieś tam, za ogromną opuchlizną, zmuszają nas do odwrotu.
Łukasz z Młodym zjeżdżają szybko, aby dostać się do szpitala, ja likwiduje
wszystko powoli, i gdy ląduje pod ścianą jest już noc. Ciągnąc się na camp,
nie wiedziałem co się stało. Jak możliwe, żeby przytrafiło się nam coś
takiego.
Na szczęście okazało
się, że Młodemu nic poważnego się nie stało. Wracaliśmy do Polski nienasyceni,
ale pewni, że było warto. Teraz czekamy na rewanż.
Rafał Porębski
Uczestnicy wyprawy do Patagonii,
Marek Kazior, Łukasz Muller, Rafał Porębski, dziękują Polskiemu Związkowi
Alpinizmu, firmom Alpinus, Lhotse, Mammut oraz Piotrowi Xięskiemu za pomoc
w organizacji wyprawy. Patronat objęło Radio Katowice i Gazeta Wyborcza.
|
|