Kreatyna w praktyce (c.d.)
Rafał Moucka
Na pytanie co to jest kreatyna oraz jak działa nie będę się tutaj oczywiście
rozpisywał, gdyż bardzo dobrze zrobił to już przede mną Krzysiek (niedoinformowanych
odsyłam do GÓR z grudnia '99). Po przeczytaniu takiej dawki teorii każdy
na pewno zadał sobie to pytanie: "no dobrze, ale jak to się ma w praktyce?".
Niestety Krzysiek nie napisał, czy ma jakieś własne doświadczenia w stosowaniu
kreatyny czy nie. I w tym właśnie momencie chciałem wtrącić swoje trzy
grosze, czyli opisać, jak wygląda stosowanie kreatyny w praktyce.
Na początek krótka
historia mojego kontaktu z kreatyną. Otóż stosowałem ten preparat już dwukrotnie.
Oba cykle miały miejsce zimą 98/99. Dlaczego cykle? Otóż zażywanie kreatyny
ma to do siebie, że potrafi niejako "przyzwyczaić" do siebie organizm.
Dlatego zalecane przyjmowanie kreatyny powinno odbywać się w cyklu (ok.
4 do 6 tygodni trwania) po którym musi nastąpić co najmniej dwutygodniowe
odstawienie preparatu. Jak u mnie wyglądały cykle? Oba mniej-więcej tak
samo. Zaczynałem od fazy inicjującej, która trwała 5 dni. Podczas pierwszych
2 dni jadłem 20 gramów podzielonych na 5 porcji (po 4 gramy) a przez następne
3 dni 15 gramów dziennie (podzielonych na 5 porcji po 3 gramy). Po tych
pięciu dniach następowała faza podtrzymująca, trwająca około miesiąca.
W tym czasie jadłem dziennie 7 gramów preparatu (2 gramy rano, 2 gramy
w południe oraz 3 gramy po treningu). Potem zrobiłem około miesięczną przerwę
i powtórzyłem cykl od nowa. W czasie przyjmowania kreatyny trzeba pamiętać
o kilku bardzo ważnych sprawach. Przede wszystkim należy zwracać baczną
uwagę na to, by jak najbardziej oddalić w czasie przyjmowanie kreatyny
od zwykłych posiłków. Ja zażywałem kreatynę najszybciej w około 1,5 godziny
po zwykłym posiłku. Taką samą ilość czasu (czyli 1,5 godziny) odczekiwałem
przed następnym posiłkiem. Następną ważną rzeczą jest to, by każdorazowo
popijać dawkę suplementu napojem zawierającym węglowodany (uwaga: napój
ten nie może zawierać tłuszczu!). Najlepiej jakąkolwiek odżywką węglowodanową,
ale można zastąpić ją np. sokiem z winogron. Kolejną kluczową sprawą jest
(oczywiście nie tylko w czasie cyklu kreatynowego) jak wiadomo dieta oraz
sam trening. By jak najdokładniej poznać działanie kreatyny na moim organiźmie
zdecydowałem się zupełnie nie zmieniać diety i jadłem to co zwykle. Oczywiście
spożywałem w tym czasie aminokwasy (pozwalają one na utrzymanie po zakończeniu
cyklu tego, co w jego czasie uzyskaliśmy) przed i po każdym treningu. Jeśli
chodzi natomiast o sam trening, to było to bardzo intensywne ładowanie
na siłę oraz wytrzymałość siłową.
Skoro już wiecie co
i jak, to pora chyba teraz opisać to, co zaobserwowałem w czasie treningów
podczas cyklu oraz po jego zakończeniu. Otóż okazało się, że kreatyna praktycznie
nic mi nie dała jeśli chodzi o siłę maksymalną. Zmiana jaką zaobserwowałem
w strefie przybloków czy "szmat" (podciągnięcie ciała na drążku za pomocą
jednej ręki) była niezauważalna, w porównaniu do treningów nie popartych
suplementacją. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że kreatyna działała,
i to już po kilku dniach pobierania. Cały efekt pobierania kreatyny skupił
się na wytrzymałości siłowej (czyli na siłowych wysiłkach powyżej ośmiu
powtórzeń). Oczywiście nie wspominam o wytrzymałości lokalnej, gdyż, po
pierwsze, nie prowadziłem w tym czasie takich treningów, a po drugie, kreatyna
nie działa na tego rodzaju wysiłek. To co jednak mnie najbardziej ździwiło,
w porównaniu do zapowiedzi jakich naczytałem się w reklamach prasowych,
to brak efektów w postaci przyrostu siły maksymalnej. Jeśli jednak chodzi
o wytrzymałość siłową, to tutaj byłem bardzo mile zaskoczony. Tutaj przyrosty
były niemalże 300 procentowe! Na przykład, przed pierwszym cyklem byłem
w stanie zrobić drabinę jeden raz, natomiast po cyklu... aż trzy razy!
Byłem naprawdę zdumiony. Podczas drugiego cyklu przyrost nie był już tak
wysoki, jednak nadal wiele wyższy, niż normalnie. Dla tych z was, którzy
się w tej chwili napalają i już liczą pieniądze w drodze do najbliższego
sklepu, mam niestety przykrą wiadomość: na tym bowiem lista dodatnich cech
kreatyny w moim mniemaniu się kończy. Zaczyna natomiast bardzo długa lista,
nazwijmy to "efektów ubocznych". Oczywiście nie mam na myśli żadnych problemów
zdrowotnych, gdyż jak potwierdzają to liczne badania naukowe, kreatyna
jest preparatem całkowicie nieszkodliwym dla zdrowia (oczywiście w rozsądnych
dawkach), lecz jedynie wszystkie te objawy, które są z punktu widzenia
wspinacza nie tyle kłopotliwe, co wręcz nieporządane. Przede wszystkim
mam na myśli spory przyrost wagi. U mnie wynosił on ok. 7 kilogramów (!),
po czym po odstawieniu preparatu i wstabilizowaniu się wagi (ma to związek
między innymi z gromadzeniem się wody) spadł o 2 kilogramy. Jak widać daje
to ostatecznie przyrost wagi rzędu 5 kilogramów. Dla wszystkich zaskoczonych
informacja: jeden z moich znajomych po 5 tygodniowym cyklu przytył 12 kg,
a słyszałem i o większych przyrostach wagi. W tym miejscu mógłby ktoś zakrzyknąć:
"przecież te 5 kg. to same mięśnie, więc i siły więcej". Ale niestety w
praktyce nie wygląda to tak różowo. Jest wprawdzie prawdą, że cały przyrost
masy jest zwązany z przyrostem masy mięśniowej, ale na tym dobre wiadomości
dla nas, czyli dla wspinaczy się kończą. Dlaczego? Otóż chyba każdy wie,
jakie mięśnie są we wspinaczce potrzebne a jakie nie. Tutaj nie ma żadnej
tajemnicy. Nie każdy wie jednak o tym, że kreatyna powoduje rozrastanie
się WSZYSTKICH mięśni w organiźmie, a nie tylko mięśni trenowanych!!! Mało
tego, jak pisze Krzysiek Sas-Nowosielski, a także Eric Horst "czym mniej
wytrenowani zawodnicy, tym większe rezultaty". Z tego powodu chyba bardzo
łatwo o jedyny słuszny wniosek: "czym mniej wytrenowany MIĘSIEŃ, tym większy
jego przyrost"! Teraz niech każdy stanie przed lustrem i powie, które mięśnie
są u niego najmniej wytrenowane? Zakładając, że nie uprawiasz innych sportów
tak aktywnie jak wspinaczkę, odpowiedź jest prosta: największego rozrostu
mięśni można spodziewać się w... nogach! Przekonałem się o tym osobiście,
gdyż pomimo tego, że w tym czasie nie robiłem nic co obciążałoby moje nogi
bardziej niż chodzenie, byłem przerażony ich "powiększeniem się". Tutaj
jak najbardziej naukowa dygresja. Zapytałem bowiem osobiście Erica Horsta
(internet to wspaniała sprawa) co sądzi na ten temat. Jego odpowiedz doskonale
pasowała do moich własnych doświadczeń. Przeprowadził on bowiem badania
na wspinaczach w Stanach i zaobserwował on u badanych przez siebie osobach
dokładnie to samo, co zaobserwowałem ja na samym sobie. Pisze on między
innymi: "nie dajcie się zwieść wspaniałym reklamom i recenzjom w kulturystycznych
czasopismach. To co bowiem wspaniałe jest dla kulturystów, może okazać
się porażką w oczach wspinacza". Pisze on także: "jeśli sądzicie, że skoro
kreatyna sprawia, że futboliści są silniejsi i więksi to musi być ona również
wspaniała dla wspinaczy, to jesteście w błędzie. Insulina jest przecież
dobrą rzeczą dla diabetyków, ale to nie oznacza, że jest także dobra dla
nas wszystkich". Reasumując, ktoś mógłby zapytać: co z tego, że ważę więcej,
skoro jestem jeszcze silniejszy? Odpowiedź jest prosta. Co da nam nawet
50 centymetrowego obwodu biceps, kiedy palce nie będą w stanie utrzymać
w ścianie naszego ciała? Jeśli któś oczekuje od wspinania czegoś więcej,
niż tylko fenomenalnej sprawności na drążku, to wie, o czym mowa. Kreatyna
przecież w żadnym stopniu nie wzmacnia naszych palców.
Kiedy zakończyłem testowanie
kreatyny na moim organiźmie, byłem załamany. To wprawdzie fajnie wskoczyć
na drabinę i sobie po niej fruwać, ale jeśli chodzi o wspinanie... Klapa.
Nawet pomimo wielokrotnych prób nie byłem w stanie powtórzyć bulderów,
które wcześniej przechodziłem spokojnie. Niech ktoś przecież spróbuje powspinać
się z kilkukilogramowym ciężarkiem u pasa.
Czy można jakoś wpłynąć
na negatywne, z punktu widzenia wspinacza, skutki spożywania kreatyny?
Osobiście nie sądzę, by było to możliwe. Trzeba przecież pamiętać, że to
co my uważamy za największą wadę tego rodzaju suplementacji (czyli przyrost
wagi), dla naukowców twrzących ten preparat, było przecież rzeczą najważniejszą.
Żaden kulturysta nie chce bowiem być szczupły i silny, ani tym bardziej
żadnemu z nich nie zależy na rozwoju tylko poszczególnych grup mięśniowych.
Wiele mówi się z zmianach w sposobie zażywania preparatu. Krzysiek mówi,
o pomyśle pominięcia fazy podtrzymującej. Niestety nigdzie nie udało mi
się znaleść żadnych informacji na temat takiego pomysłu, ale zapytany przezemnie
lekarz sportowy pracujący w firmie zajmującej się produkcją i dystrybucją
preparatów kreatynowych (i innych suplementów), powiedział, że nie widzi
sensu takiego działania. Eric Horst natomiast proponuje pominięcie fazy
nasycenia i przejście od razu do spożywania dawek od 3 do 5 gramów dziennie.
Taki schemat wydaje mi się bardziej prawdopodobnym, ale o ewentualnych
efektach ani on, ani ja nic nie wiemy. Szczerze mówiąc, to i tak nie sądzę,
by komukolwiek udało się uzyskać większe efekty przyrostu siły bez znacznego
przyrostu niepotrzebnej nam masy mięśniowej, na przykład nóg.
Na koniec najwłaściwszą
rzeczą jest oczywiście podsumowanie. Czego można spodziewać się po kreatynie?
Na pewno zwiększenia siły, a przede wszystkim wytrzymałości siłowej. Ale
niestety należy także oczekiwać większego ciężaru ciała i zwiększenia masy
mięśniowej, szczególnie w mięśniach "najmniej wytrenowanych" (a przeważnie
są to nogi). Jeśli mam wypowiedzieć się w ostatecznej kwestii: za czy przeciw,
to muszę niestety stwierdzić, że jestem przeciwny suplementacji kreatyną
diety wspinacza sportowego. A chyba najlepszym tego dowodem jest to, że
dziś, po tych wszystkich doświadczeniach, że tak powiem "na własnej skórze",
kiedy prowadzę, w moim mniemaniu, najbardziej profesjonalny trening jaki
mogę sobie wyobrazić, nawet nie myślę o tym, by dawać jeszcze bardziej
popalić moim stawom i ścięgnom, kuracjami takimi jak osławiona kreatyna.
Rafał Moucka
p.s. Oczywiście powyższe przemyślenia,
to tylko moje poglądy poparte badaniami mi dostępnymi, no i przede wszystkim
własnymi obserwacjami mojego ciała. Każdy z was może przecież doznawać
zupełnie innych, i to być może nawet skrajnie innych, wrażeń. Ale tak to
już jest z suplementami, które przecież działają bardzo suptelnie (często
wiele bardziej suptelnie niż wydaje się to samym zainteresowanym ich spożywaniem).
To co dla jednego jest rewelacyjne, dla innego może być bezsensowną stratą
kasy. Dla dodania szczypty soli: osobiście znam wiele przypadków (również
wśród wspinaczy), kiedy prowadzona właściwie suplementacja kreatyną nie
przyniosła dokładnie ŻADNYCH rezultatów...
(artykuł ten ukazał się
w Górach 3/00, tekst zamieszczony za zgodą autora)